Oleg Pawliszcze - 1/2 Tresury Matrixa

Jeśli czytelnik tego tomiku spodziewa się zbioru poezji, której mrowia rozpylane są w internecie wśród forów i grup tematycznych objętych szyldem „poezja kobieca”, „erotyzm oczami kobiet”, „miłość i intymność w poezji kobiecej”, czytelnik taki nie mógłby głębiej chybić z pośpiesznym osądem.

Jeśli czytelnik spodziewa się kneblującego płatkami hortensji sentymentalizmu, słodkawej mgły maskowanych romantyzmem darwinowskich tańców międzypłciowych – zawiedzie się.

Wreszcie, jeśli czytelnik szuka w tym tomiku elegii mięsa kobiecego tragizmu biologicznego determinizmu, czy innych dożylnie aplikowanych surowizn nieprzetworzonych konfliktów wewnętrznych kobiecej duszy, przedstawionej jako więźniarki powłok cielesnych i społecznych jej życia – powinien poprzestać na tej przedmowie.

lej?

Poezja Moniki jest bowiem zaskakującą relacją z podwodnej podróży, odbytej z szeroko otwartymi oczami. Jest podróżą w zalanych światłem i mrokiem głębinach, z ustami i nozdrzami pełnymi smaku alg i soli. Jest podróżą wolnej duchem, kochającej osoby. Kochającej, bo tak.

Słowa autorki nazywają treść przeżyć i obserwacji z lekkością zdolną powalić umysł do stanu milczącego zdumienia. Bowiem jej sposób nazywania tych treści jest jednym z najsubtelniejszych, znanych mi dowodów na to, ze poezja, jeśli nią jest, jest językiem służącym do nazywania rzeczy wprost, najbezpośredniej jak to tylko osiągalne.

Czy wyrażona tu poezja jest kobieca? Ach, dobitnie tak.. Co jednak poraża, to przebijający z trzeciego dna dystans samej autorki do własnej płci. Dystans pełen rodzącej się w bólach zgody na tę płeć i jej niepowtarzalną inteligencję przetrwania i kreacji szczęścia. Dystans, który od pierwszych strof wypuszcza do odbiorcy (zwłaszcza męskiego) dendryty komunikacji. Siateczkowate, niezliczone i czułe zakończenia, których zapuszczanie się w świadomości czytelnika dokonuje subtelnej penetracji jego duchowego aparatu słuchowego, budząc go na unikalność osoby, jej odmienność, jej pragnieniowość i tęsknoty. Na to, co w niej nie poddało się nigdy mutacjom uspołecznienia, zamknięciom w szuflandiach bezrefleksyjnego postrzegania potrzeb ludzkich i płciowości.

Język i melodia zawartych tu wierszy to uparcie odradzające się zakochanie, przeczące w swym uporze opiniom o swej nietrwałości.. to zakochanie jest bowiem jak oddech.. za przemijającym oddechem rodzi się nieprzeparte pragnienie zaczerpnięcia następnego. Zauważyć należy, że autorka swą świadomością rozwinęła niezrównanie przytomną zdolność oddychania tlenem trzeźwości rozpuszczonym w wodzie głębin emocjonalnego odmętu.

Właśnie to połączenie prawdziwości i szczerości doświadczenia emocjonalnego i pozbawionej dramatyzmu i martyrologii przytomnej komunikatywności jest w tej poezji tak urzekające. I niesiony tym urzeczeniem, zachęcam każdego, kto pamięta w sobie tęsknotę by czuć i kochać w sposób tak prawdziwy i samodzielny, do zaczerpnięcia tej wody we własne płuca.

Gdzie znajdziesz Magdalenę?

 

 

Media Społecznościowe

Strona zrobiona w kreatorze stron internetowych WebWave

Skontaktuj się ze mną

 

Przydatne informacje